Media o Jarmarku 2010
Ekstremalny Jarmark Tumski
————————————————————————-


Sygnały Płockie 12/2010
————————————————————————-
Jarmark ożywił Tumską
Tak Tumska powinna wyglądać zawsze. W miniony weekend Płocki deptak ożył, a wszystko za sprawą Jarmarku Tumskiego. Witryny banków przestały kłuć w oczy turystów i mieszkańców Płocka.
Oficjalne otwarcie nastąpiło w piątek o godzinie 12 przed wejściem do Muzeum Mazowieckiego. Kto miał szczęście załapał się na darmowy tort. Chętnych było wielu, ale i tort był sporych rozmiarów. Inicjator przedsięwzięcia Piotr Mieszkowicz prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego powiedział: – Cieszę się, że Jarmark zebrał dwustu wystawców. Chętnych do przyjazdu było wielu, ale przyjechali wybrani. Każdy ma coś ciekawego do zaoferowania. Część zaproszonych jeszcze dojeżdża. Przygotowania do imprezy trwały do ostatniej chwili. – Nie śpię od 48 godzin, jestem już po kolejnej kawie – mówił zmęczony, ale zadowolony organizator. Wiele pracy w organizację Jarmarku włożyli także pracownicy Muzeum Mazowieckiego.
Specjalnie na tą okazję wprowadzono do obiegu okolicznościowe dukaty i talary, który uczestnicy jarmarku mogli płacić w wyselekcjonowanych sklepach. Każdego dnia wychodziła gazetka „Express Tumski”. Plac Narutowicza zamienił się w średniowieczne miasteczko. Przez całą długość Tumskiej i Grodzkiej znajdowały się rozstawione pod kamienicami drewniane stragany.
Mydło i powidło
Tłumy płocczan i przyjezdnych oblegały jarmark od rana do wieczora. A było co oglądać. Zjechali głównie z całej Polski, ale znalazło się miejsce i dla gości zza granicy. Dominowały głównie zabytkowe przedmioty. Pasjonaci drugiej wojny światowej oglądali przeróżne bagnety i okolicznościowe koziki. Na tym samym straganie znalazła się także kolekcja sygnetów. Na przykład jeden pochodził z Powstania Warszawskiego, a kilka innych zdobiło kiedyś palce nazistowskich oprawców. Głównie zainteresowaniem panów cieszyły się erotyczne zdjęcia sprzed lat, na których swoje wdzięki prezentowały mocno roznegliżowane damy. Spokojnie można było także umeblować i wyposażyć mieszkanie. Do kupienia wiele zabytkowych krzeseł. Gdzie indziej przeróżne zegary. Wiszące, stojące, do wyboru do koloru. Przepięknie zdobiona porcelana. Świeczniki, zastawy stołowe, misy. Ktoś inny prezentował cudnie zdobione lampy naftowe z końca XIX wieku. Koszta bagatela, kilka tysięcy złotych, a to i tak oświetlenie ze średniej półki. Najdroższe lampy są w cenach średniej klasy samochodów. Starocie mieszały się ze współczesnością. Zwolennicy niekonwencjonalnych sposobów leczenia mogli nabyć biżuterię , które wspomaga pole magnetyczne Ziemi. Ceramiczne skarbonki, biżuteria, drewniane rzeźby, książki i wiele innych.
Uczta dla podniebienia
Dużym powodzeniem cieszyły się artykuły żywnościowe. Olbrzymie bochny chleby wypiekane tradycyjną metodą, można było posmarować przepysznym smalcem. Nie zabrakło także tradycyjnej wędliny. Na spragnionych czekało „Psiwo Jałowcowe”. – To Kurpiowski napój z jagód jałowca, chmielu oraz miodu – sprzedawczyni przybliża tajemniczą nazwę napitku, który w smaku podobny jest zarazem do miodu jak i piwa. – Nazwa Psiwo pochodzi stąd, gdyż dawniej po odkorkowaniu naczynia, wydobywał się charakterystyczny dźwięk wypuszczanego gazu, tak dobrze znany z dzisiejszych gazowanych napoi – dodaje. Z tą różnicą, że w Psiwie nie czuć dwutlenku węgla. Teraz napój ma 0,5 procenta alkoholu, ale za kilka dni na bierze mocy i spokojnie może konkurować z piwem. Na fanów wyskokowych trunków czekał pitny miód, o którym szeroko opowiadał kolejny wystawca. – Pierwsze wzmianki na temat miodu pochodzą z X wieku. Pisze o nim w swej kronice Ibrahim ibn Jakub. W zasadzie każdy w domu może sam stworzyć miód pitny. Potrzebny jest dobry gatunkowo czysty miód i drożdże winiarskie, rodzynki się nie nadają. Więcej szczegółów można znaleźć w fachowych książkach i internecie. Okazuje się, że w Polsce, w przeciwieństwie na przykład do Kanady (80 firm), niewielu jest wytwórców tego tradycyjnego słowiańskiego napitku. – Osobiście polecam firmy z trzech miast. Bielsko-Biała firma Łysoń, Lublin- Polmos i oczywiście Tomaszów Mazowiecki gdzie pasiekę ma Tomasz Jaros. Od kilku lat pan Tomasz systematycznie zdobywa nagrody w wielu konkursach – polecała trunki sprzedawczyni. Miód pitny ma jeszcze jedną zaletę. Jest gęsty i dzięki temu efekt jego działania jest przedłużony.
Barbarzyńskie zabawy
Do Płocka zawitali wojowie z „Drużyny Grodu Trzygłowa” ze Szczecina, którzy kilkakrotnie dali pokaz walki. Jak sami podkreślają nie są rycerzami, tylko wojownikami. Część członków drużyny pochodzi nie tylko ze Szczecina, a nawet jest kilku zza granicy. Od wielu lat zajmują się zgłębianiem i popularyzowaniem kultury Słowian wczesnego średniowiecza. Zjechali już cały świat, biorąc udział w wielu festiwalach i współpracując z ekipami filmowymi. Przywódcą, a konkretnie Wojewodą jest Igor Górewicz, w drużynie noszący nazwisko Wojciechowic, a przez Normanów zwany Ingvar. – Tworzymy barbarzyńsko-plemienną społeczność. Można o nas powiedzieć, że symbolizujemy niepokorny gatunek człowieka. Wojami jesteśmy także w „cywilu”. Nasze odtwórstwo jest jak najdalej posunięte. Nie sztuką jest się tylko przebrać, chcemy także przekazywać kulturę dawnych Słowian. To mit, że nic nie wiemy o naszych przodkach – dementuje Ingvar. Oczywiście na co dzień Igor z kolegami nie nosi miecza przy sobie. Drużyna Grodu Trzygłowa kilkakrotnie dała popis umiejętności. Pokazali różne sposoby walki, a także zademonstrowali pokazowe pojedynki na miecze, topory, włócznie i topory duńskie. Podczas finałowej sceny, Igor Górewicz rozkazał wojom, aby sami pobrali zapłatę od zgromadzonych widzów. Nagle ku przerażeniu widowni, wojacy wymachując bronią i z gromkimi okrzykami rzucili się na tłum. Na szczęście w porę się zatrzymali, dając jasno do zrozumienia, że to tylko żart. Po reakcji części widzów widać było, że faktycznie sądzili, iż za chwilę stracą portfele. – Kiedy trenujemy przed pokazami, często zdarza się, że jesteśmy cali posiniaczeni i poobcierani. Mamy połamane nosy, krew się leje z ran, a zdarza się, że ktoś nawet straci palec dłoni – obrazowo opowiada Górewicz. Rzeczywiście, chwilami rycerze sprawiali wrażenie, że walczą na poważnie. Dlatego Wojewoda co jakiś czas krzyczał do podwładnych, by uważać na kwiatki, które znajdują się na trawniku zamienionym na pole walki.
Wehikuł czasu
Po Tumskiej jeździli rowerzyści na starodawnych rowerach z charakterystycznym dużym kołem. Fakir prezentował olbrzymiego węża, którego każdy mógł pogłaskać. Gad był bardzo zadowolony ze słonecznej pogody, czego nie można powiedzieć o jego właścicielu. Kataryniarz z kolorową papugą, który muzycznie konkurował z Płocką Kapelą Podwórkową. Pokaz mody secesyjnej i tai chi, na rynku jeździli deskorolkarze i motocykliści. Przed ratuszem odbyła się inscenizacja bitwy pomiędzy NKWD, a Polskimi partyzantami. Jednym słowem, działo się, a kto nie był ten trąba. – Szkoda, że takie jarmarki są tylko raz na rok – podsumował jeden z płocczan.
Express Płocki 24/2010, Mariusz SZANSER
————————————————————————
Dni Historii i Dzień Chemika czyli jak Płock świętował
Przez trzy dni, od piątku do niedzieli, było w Płocku było gwarno, kolorowo i tłoczno. Mnóstwo gości i imprez – a to wszystko z okazji Dni Historii Płocka, Dnia Chemika i II Jarmarku Tumskiego.
Przez cały weekend ul. Tumska i Grodzka jak za dawnych lat tętniły życiem. Mnóstwo straganów, a na nich książki, stare mapy, srebrne sztućce, bibeloty, do tego drewniane miecze i tarcze dla dzieci. Dużym zainteresowaniem cieszył się również kataryniarz z papugą – kiedy tylko się pojawiał, zaraz otaczał go tłum ciekawskich płocczan. Podczas tego weekendu werbunek prowadził też czwarty Pułk Piechoty Xięstwa Warszawskiego, zaciąg pod sztandary Napoleona ogłosiła Grupa Rekonstrukcji Historycznej. Poszukiwali głównie mężczyzn między 20. a 40. rokiem życia, ale kobiety również mogły się zgłosić.
Był też fakir z ogromnym wężem przewieszonym wokół szyi. Ale tylko najodważniejsi decydowali się na dotknięcie zwierzęcia.
Przy Muzeum Mazowieckim stanął nawet punkt wymiany walut, podczas imprez w wyznaczonych punktach i sklepach PSS można było płacić specjalnie na tę okazję przygotowanymi dukatami. – Wymieniam złotówki na dukaty, ale nie będę nimi płacił. Zachowam je jako pamiątkę, bo to może być jedyna taka okazja, żeby je zdobyć. Złotego dukata zawiozę też znajomym do Gdańska, bo to kolekcjonerzy. Na pewno będą zadowoleni – tłumaczył pan Piotr, którego spotkaliśmy przy muzeum.
Przed ratuszem były m.in. pokazy umiejętności deskorolkarzy i motocyklistów, turniej strzelania z kuszy i łuku przy Muzeum Diecezjalnym. Każdy mógł spróbować swoich sił na starodawnych bicyklach – tych z jednym ogromnym kołem z przodu, a drugim malutkim z tyłu. Jazda nimi wydaje się bardzo łatwa, ale niejeden przekonał się, że to tylko pozory. Oczywiście nad bezpieczeństwem ochotników, którzy próbowali swoich sił, czuwali profesjonaliści (którzy podczas jazdy potrafili nawet… serwować napoje).
Plac przed sądem w całości należał do starożytnych plemion i rycerzy (a konkretnie – do wielbicieli tego rodzaju rekonstrukcji historycznych). Wszyscy oczywiście byli w specjalnych strojach i w pełnym uzbrojeniu. Ale tym razem obeszło się bez krwawych bitew i spalania wiosek, odziani w skóry i kożuchy wojowie byli tak pokojowo nastawieni, że wieczorem biesiadowali przy wspólnym ognisku. Turniej rycerski rzecz jasna był, co ciekawe – rycerze pojedynkowali się nie tylko między sobą, ale również z ochotnikami z publiczności. Z soboty na niedzielę płockie muzea miały swoją noc. I mnóstwo gości z tej okazji. Dużą atrakcję przygotowało Muzeum Diecezjalne – w ten weekend można było zwiedzać zamkowe mury, na co dzień dla turystów niedostępne. Każdy przy wejściu do muzeum dostawał bezpłatny pamiątkowy bilet i mógł zwiedzać. Przed wyjściem na mury było jeszcze małe ostrzeżenie od organizatorów – tam może straszyć! Duchów nie spotkaliśmy, za to widoki były niesamowite (uwaga – w poniedziałek także można spacerować po zamkowych murach). Przez cały weekend na ulicach miasta można było także spotkać młode damy przechadzające się ulicami w strojach z początku XX wieku (ku czci Muzeum Mazowieckiego i jego zbiorów secesji). Każdy chętny mógł zrobić sobie z nimi zdjęcie.
Organizatorami Dni Historii Płocka i Dnia Chemika był Urząd Miasta i Orlen, natomiast Jarmarku Tumskiego Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego i Muzeum Mazowieckie.
Gazeta Wyborcza, Kinga Wochowska, 2010-06-13
——————————————————————-
Tumski jarmark
Nie tylko znanych i zasłużonych małachowiaków udało się wczoraj ożywić. Ożyła też ulica Tumska – płocki deptak liczący już ponad 200 lat. Kiedyś salon miasta, miejsce w którym płocczanie przychodzili towarzysko, pokazać. Wczoraj Tumska zapełniła się najróżniejszymi atrakcjami. Stanęło na niej 170 straganów, które zmieściły 200 wystawców. Przed Spółdzielczym Domem Kultury płocki kolekcjoner Sławomir Roszkowski wystawił swoje zabytkowe samochody.
Stanął punkt wymiany waluty, gdzie złotówki można było zamienić na talary lub dukaty. Można było kupić specjalnie przygotowane banknoty: jeden, dwa i pięć talarów (jeden talar to sześć zł) lub jeden pozłacany dukat (wart trzy talary). Można nimi płacić w ten weekend w sklepach PSS Zgoda, czy w karczmie żydowskiej na terenie Jarmarku.
Talary wzorowane są na pieniądzach z czasów Księstwa Warszawskiego. W ten sposób Paweł Mieszkowicz, pomysłodawca Jarmarku Tumskiego, chciał uczcić 200. rocznicę powstania Księstwa Warszawskiego. Dodajmy, że nie są to pierwsze zastępcze pieniądze w Płocku. Było ich bardzo dużo, a po raz pierwszy pojawiły się w mieście w 1860 r.
Na Tumską zawitał kataryniarz i fakir – Murza Fragii Sultan Bey, czyli Leszek Michoń. Wprawdzie mieszka we Wrocławiu, ale pochodzi spod Białegostoku i jest polskim Tatarem. Na Jarmarku Tumskim towarzyszyła mu cały czas Niunia – pyton tygrysi, który dość swobodnie owijał się wokół jego ramion.
Paweł Mieszkowicz przygotował też specjalnie wydanie Expresu Tumskiego. Na każdy dzień zrobił inny numer gazety.
Gazeta Wyborcza, Hubert Woźniak, 2010-06-11
———————————————————————–
Kupisz wszystko za dukaty i talary
Już w piątek na ul. Tumskiej, placu Narutowicza, wzdłuż Grodzkiej i na Starym Rynku stanie 200 straganów z kolorowymi daszkami w płockich barwach. To znak, że rozpoczyna się „Jarmark Tumski”. Kramy czynne będą do niedzieli w godzinach 12.00 -20.00. Znajdziemy tutaj rzemiosło artystyczne, tkaniny, malarstwo, biżuterię, meble. Ze swoimi zbiorami pojawią się także numizmatycy, filateliści, filokartyści oraz kolekcjonerzy akcji i obligacji. A to jeszcze nie wszystko… Jak na jarmark przystało będzie też jadło wszelakie i ekologiczne, od swojskich wędlin począwszy, a na wybornym pieczywie skończywszy.
– Wszyscy wystawcy, którzy do tej pory gościli w Płocku, przyjeżdżają do nas ponownie. Po raz pierwszy pojawią się kolekcjonerzy z Litwy, Ukrainy i Niemiec. Od trzech tygodni dzwonią do nas chętni, którzy chcą się przyłączyć. Niestety, nie mamy już miejsc – mówi Paweł Mieszkowicz, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego.
Na listy rezerwowe dopisywani są tylko ci, którzy chcieliby zaprezentować w Płocku coś niespotykanego. Ale Jarmark Tumski to nie tylko handel, to także imprezy kulturalne i dodatkowe atrakcje.
Piątek poświęcony będzie kolekcjonerom. Poznamy bliżej ich hobby dzięki opowiastkom „Jak zostałem numizmatykiem, filatelistą czy zbieraczem szkła”. O komentarz zadba sam Paweł Mieszkowicz. Pierwszy dzień Jarmarku to również doskonała okazja, by uczcić 150. rocznicę wydania pierwszego polskiego znaczka pocztowego. Stąd na Tumskiej pojawi się na planszach wystawa. W jubileusz włączyła się też Poczta Polska. Przygotowała okazjonalne beznominałowe karty pocztowe, a na każdy dzień – datowniki okolicznościowe.
Kolekcjonerzy świętować będą także 150. urodziny pierwszych akcji kolejowych i znaczka kolejowego. Bliżej poznamy też zbieraczy zabytkowych guzików. Piątek to również czas prezentacji Stowarzyszenia Miłośników Historii Turystyki i Eksploracji Tradytor. Inne atrakcje to werbunek do rezerwowego Pułku Czwartego Piechoty Księstwa Warszawskiego. To nie jedyny pokaz tej grupy rekonstrukcyjnej.
12 czerwca to Dzień Płocki. To też wyjątkowa okazja, by zwiedzić nowe skrzydło Muzeum Mazowieckiego. Będzie otwarte dla zwiedzających w sobotę tylko przez trzy godziny. Potem czeka nas promocja książki „Legendy i powiastki płockie”, wydanej przez Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego. – Są to zebrane przez Annę Czajkowską, pracownika Muzeum Mazowieckiego, legendy, które zazwyczaj opowiadają turystom przewodnicy PTTK. Książkę wzbogacają collage Neli Lewandowskiej, plastyczki z Młodzieżowego Domu Kultury – mówi Paweł Mieszkowicz. Legendy pojawią się nie tylko na jarmarku, ale też we wszystkich płockich szkołach i przedszkolach.
Do organizacji jarmarku włączyło się Stowarzyszenie „Czas Kobiety”, które prezentować będzie w sobotę na ul. Tumskiej i na Starym Rynku stroje secesyjne. W kramie tego stowarzyszenia dostępne będą też wszelkie dodatki dla modnej secesyjnej damy.
Trzeciego dnia królować będzie sztuka. Do Płocka przyjeżdżają znani artyści. Jerzy Bielecki, autor cyklu grafik miast polskich, specjalnie na Jarmark Tumski przygotowuje prace z Płockiem w rolach głównych. Do artystycznych prezentacji włącza się także Płockie Stowarzyszenie Twórców Kultury. Na ulicach pojawią się też mieszczanie z XIX wieku. Zagrają: kataryniarz, Kapela Podwórkowa i Kapela z Ciechanowa. Do naszych usług będą też portreciści i karykaturzyści, w kilka minut można zdobyć koszulkę ze swoim zdjęciem w stylu secesyjnym. Na Tumskiej pojawią się także dziewczęta z koszami Obwarzanków Tumskich. Taką niespodziankę z logiem jarmarku przygotowała cukiernia państwa Jasińskich. Przepis na ten przysmak można znaleźć na stronie internetowej www.jarmarktumski.pl.
Nie tylko na jarmarku wszystko kupisz za… pozłacane dukaty i papierowe talary. Będzie można je wykorzystać w sklepach PSS czy też w Karczmie Żydowskiej, która stanie obok kina „Przedwiośnie”. Te zamienne środki płatnicze sprzedawane będą w kasie wymiany. Koszt jednego talara to 6 zł, a dukat – 18 zł. W ten sposób na Jarmarku Tumskim świętować będziemy 200. rocznicę ukazania się biletów kasowych Księstwa Warszawskiego. To nie lada gratka, nie tylko dla numizmatyków.
Tygodnik płocki Nr 23/2010
Autor: BeeS
———————————————————————-
Jak płacić na Jarmarku Tumskim, to tylko dukatami
Coraz ciekawiej zapowiada się czerwcowy Jarmark Tumski. To podczas niego odbędzie się premiera książki o roboczym tytule “Legendy i opowieści Płocka”. Dzięki niej poznamy mało znane tajemnice dotyczące np. katedry, kościoła św. Trójcy czy wizyty Józefa Wybickiego w Płocku.
Druga edycja Jarmarku, organizowanego wspólnie przez Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego i Muzeum Mazowieckie, zaplanowana jest na 11-13 czerwca – podczas Dni Historii Płocka. To przede wszystkim święto hobbystów: od kolekcjonerów znaczków i pieniędzy, poprzez sprzedawców płyt winylowych i oferentów szeroko pojętej sztuki, po kolekcjonerów naparstków i guzików. Już teraz, jak przyznaje Paweł Mieszkowicz ze Stowarzyszenia, chęć uczestnictwa w płockiej imprezie wyraziło ok. 180 wystawców. A to jeszcze nie koniec zgłoszeń. Jarmarczne stragany mają stanąć na ul. Tumskiej (między ulicami Sienkiewicza a Kościuszki), pl. Narutowicza, ul. Grodzkiej i na Starym Rynku.
Podczas imprezy będzie można płacić specjalnie przygotowanymi pieniędzmi: pozłacanymi monetami o nominale jednego dukata i banknotami. Jeśli chodzi o te drugie, będą o nominałach jeden, dwa i pięć talarów. Będzie je można kupić w głównej kasie wymiany, a potem płacić np. w sklepach PSS Zgoda, czy w karczmie żydowskiej ustawionej na terenie Jarmarku. Sprawa jest na tyle poważna, że Paweł Mieszkowicz przygotował specjalny dekret z artykułami, mający uzasadnić użycie talarów – wzorowany na oryginale sprzed 200 lat. Bo pomysł ze środkami płatniczymi na Jarmarku ma uczcić 200. rocznicę ukazania się biletów kasowych Księstwa Warszawskiego.
We wstępie dekretu czytamy: “Nauczeni doświadczeniem Przodków Naszych w dwusetną rocznicę ukazania się Billetów Kassowych Xięstwa Warszawskiego dla uczczenia tej rocznicy, a takoż chcąc zaradzić niedostatkowi gotowizny i ożywić iey cyrkulacyją obrót towarem na Jarmarku Tumskim, ugruntowani na ciągłem doświadczeniu w Naszem Departamencie Płockiem doznanych skutków pomyślnych z utworzenia kasowych Billetów; umyśliliśmy również i na Jarmarku Naszem, podobnych użyć środków”.
Jaki będzie przelicznik? Zgodny z ówczesną tradycją. Wtedy jeden talar miał równowartość 6 zł, a jeden dukat – trzech talarów, czyli 18 zł.
To nie koniec atrakcji. Organizatorzy zaprosili grupę rekonstrukcyjną Pułku IV Piechoty Księstwa Warszawskiego, która dodatkowo otworzy punkt werbunkowy. A swoją premierę będzie miała książka mająca dziś roboczy tytuł “Legendy i opowieści Płocka”, według pomysłu Anny Czajkowskiej. W książce, którą wyda Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego, znajdzie się ponad 20 legend i opowieści o Płocku. Wiele z pewnością mało znanych. Jak choćby opowieść o bitwie wojsk Masława i Kazimierza Odnowiciela przy ujściu rzeki Brzeźnicy do Wisły w 1047 r., czy o wizytach Józefa Wybickiego w Płocku, na polecenie samego Napoleona. Wielu mieszkańców Płocka zapraszało na salony współtwórcę Legionów i autora “Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, czyli “Mazurka Dąbrowskiego”. W salonach tych czas odmierzały zegary, zazwyczaj umieszczane w widocznych miejscach. Podczas jednej z takich wizyt Wybicki miał powiedzieć: “W tym domu Polak do Polaka będzie mówił po polsku”. W tym momencie zegar zaczął grać “Jeszcze Polska nie zginęła”, co wywołało wśród wszystkich ogromną radość – uznali to za zapowiedź rychłego odzyskania niepodległości.
Każda z legend będzie opatrzona ilustracjami Neli Lewandowskiej, plastyka z Młodzieżowego Domu Kultury im. Króla Maciusia Pierwszego. Natomiast cała książka ma mieć format zeszytowy i kosztować 5 zł. Nie jest jeszcze znany jej nakład. Znając jednak zainteresowanie płocczan takimi wydawnictwami, nie powinien być mały. Dowód? Blisko 200 egzemplarzy albumu “Pamiątka z Płocka”, wydanego w grudniu ub.r. przez płockie Archiwum Państwowe i jego Stowarzyszenie Przyjaciół, rozeszło się w mgnieniu oka.
Jedno jest pewne: bezpłatne egzemplarze książki trafią do szkolnych bibliotek Płocka i okolic.

Jeden z banknotów, którymi można będzie płacić podczas Jarmarku Tumskiego
Rafał Kowalski, Gazeta Wyborcza Płock, 2010-05-20
———————————————————–
EXPRESS PŁOCKI Nr 21 z dnia 25 maja 2010







